Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Takie, siakie i owakie - wszystkie kochamy!

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Mateusz » N, 14 kwi 2013, 14:45

Uznałem, że ten temat będzie najodpowiedniejszym do przywitania się i rozpoczęcia przygody z forum dlatego też witam wszystkich serdecznie.

Chciałbym podziękować za STG - nie potrafię opisać ani ocenić jak wiele przydatnych informacji zawiera i jak bardzo pomaga układać mi pewne sprawy w głowie (zwłaszcza z moją kiepską pamięcią - wielkie DZIĘKI za indeks na końcu). Wiele pomysłów/rozwiązań sprawdzam i będę sprawdzał na własnej skórze bo wydają mi się świetne i logiczne, niektóre mnie nie przekonują wcale (nie we wszystkim się musimy zgadzać, a być może po prostu z czasem dojrzę ich przydatność). Nie mniej jednak jest to pozycja godna polecenia dla każdego.

Kupiłem też ostatnio "Lamę..." (głupi, nie wiedziałem, że autor sam sprzedaje na allegro więc odkupiłem od kogoś "byletaniej") przez, którą przeleciałem dość szybko, gdyż wcześniej czytałem już niektóre opowiadania na stronie. Z opowiadań też można wyciągnąć bardzo wiele, być może nawet drugie tyle co z STG, zależy kto na co zwróci uwagę, i dlatego dziękuję również za nie. Jak tylko sytuacja finansowa pozwoli to "Mnicha..." kupie już bezpośrednio od autora, póki co majówka się zbliża...

Razem z dziewczyną (wbrew teorii o nizinnych znajomościach przenoszonych w góry) od jakiegoś czasu depczemy górskie szlaki popadając w coraz większą "szajbę". Po lekturze "Lamy..." pozostały we mnie uczucia mieszane. Z jednej strony świetnie opowiedziane i wiele dające opowiadania z ogromem wniosków do wyciągnięcia. Z drugiej - wielki żal. Żal, że nie znamy kogoś takiego jak Wódz, kogoś kto przelałby część wiedzy i doświadczenia na chłonne i chciwe umysły. Żal, że Bieszczady to już nie te Bieszczady co w latach opisywanych przez autora (zakazy, nakazy...). Również żal, że tak mało tych opowiadań, bo czytać by się chciało wciąż i wciąż...
Mateusz
 
Posty: 12
Dołączył(a): N, 14 kwi 2013, 11:34

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez TakiJeden » N, 14 kwi 2013, 14:51

Mateusz napisał(a):Żal, że Bieszczady to już nie te Bieszczady co w latach opisywanych przez autora (zakazy, nakazy...). Również żal, że tak mało tych opowiadań, bo czytać by się chciało wciąż i wciąż...

Bieszczady niby już nie te, ale ciągle można znaleźć, jak się wie, gdzie szukać, a co do opowiadań, to jest jeszcze drugi tomik, a i trzeci in spe, w dodatku nie wszystkie historyjki co mają być w tym trzecim, Zygmunt raczył ujawnić...
Ostatnio edytowano N, 14 kwi 2013, 19:56 przez TakiJeden, łącznie edytowano 1 raz
TakiJeden
 
Posty: 1466
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Mateusz » N, 14 kwi 2013, 15:04

TakiJeden napisał(a):... a co do opowiadań, to jest jeszcze drugi tomik, a i trzeci in spe, w dodatku nie wszystkie historyjki co mają być w tym trzecim, Zygmunt raczył ujawnić...


W tym moja nadzieja, w tym i we własnych przygodach, choć póki co te drugie to nic nadzwyczajnego
Mateusz
 
Posty: 12
Dołączył(a): N, 14 kwi 2013, 11:34

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez destroytravel » Cz, 18 kwi 2013, 16:43

I ja zakupiłem tę książkę. Jej zaletą jest niewątpliwie przystępnie przedstawiona treść oraz to, iż nowicjusze nań baaaardzo skorzystają. :)
destroytravel
 
Posty: 1
Dołączył(a): Śr, 17 kwi 2013, 23:54

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez bul » Pn, 19 sie 2013, 12:51

Witam
Jest to pierwszy post na forum, trafiłem tutaj przez STG. Na początku książkę zlekceważyłem, i rzuciłem w kąt.Potem z głupia franc zacząłem czytać. No i przeczytałem raz potem, potem drugi, potem trafiłem na to forum i dokładnie jako anonim poczytałem opowiadania tu zamieszczone. No cóż muszę uderzyć się w pierś i powiedzieć że STG to rewelacyjny "poradnik"-dałem nawias bo jest zła nazwa ale lepszej jakoś nie mogę znaleźć.

Wracając do książki to co mi się najbardziej podobało.
- Dobry opis sprzętu, pomaga skompletować odpowiednie wyposażenie, szczególnie ważne jeżeli nie ma się pojęcia jak to się robi
- Bardzo dobrze pokazuje w jaki sposób podchodzić do turystyki górskiej żeby dawała dużo radości (czyli nie pędzić, nie podchodzić sportowo nie ważne ile się przejdzie ale jak)
- Dobór towarzystwa (unikać pędzi szlaków) mam smutne doświadczenie z takowym, już z nim w góry więcej nie pójdę !

Cóż to tyle, mogę rozwinąć któryś punkt jak to kogoś zainteresuje.
bul
 
Posty: 8
Dołączył(a): Pn, 19 sie 2013, 09:23

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 19 sie 2013, 13:37

Witamy Cię Serdecznie!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Rcin » Pt, 28 mar 2014, 14:17

Co tu dużo gadać. Mam tę książkę od kilku lat i bardzo mi dopomogła w zdobywaniu doświadczeń górskich (które wciąż są zdobywane). Często do niej wracam.
Skoro już jesteśmy przy tym wątku, to zapytam o nietypową sprawę poruszaną w książce. Chodzi o stopy :) Jak to jest z tym talkiem:
- co w efekcie daje posypanie stóp przed założeniem skarpetek ?
- czy talk nie wpływa negatywnie na zatykanie się mikroporów w "oddychających" skarpetach ?
Rcin
 
Posty: 8
Dołączył(a): Śr, 26 mar 2014, 13:09

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 28 mar 2014, 14:50

Rcin napisał(a):Mam tę książkę od kilku lat i bardzo mi dopomogła w zdobywaniu doświadczeń górskich (które wciąż są zdobywane). Często do niej wracam.

Dzięki za dobre słowo... :biggrin:
Rcin napisał(a): - co w efekcie daje posypanie stóp przed założeniem skarpetek ?

To samo co natarcie rąk gimnastyka przyrządowego lub sztangisty - talk osusza skórę, przez co zmniejsza tarcie pomiędzy ciałem, a przedmiotem z nim się stykającym. Po prostu - pomimo znacznych, systematycznie i często powtarzanych sił stycznych do skóry, nie robią się na niej pęcherze!
Rcin napisał(a):- czy talk nie wpływa negatywnie na zatykanie się mikroporów w "oddychających" skarpetach ?

Zdefiniuj, co nazywasz w tym wypadku wpływem negatywnym: zatykanie, czy niezatykanie?
Talk użyty w rozsądnych ilościach niczego nie zatyka, bo jest spudrowanym minerałem - hydroksykrzemian magnezu - Mg3(OH)2Si4O10
Oczywiście, można tak z talkiem przesadzić, że się w bucie z potu (woda, białka, tłuszcze) oraz talku zrobi talkowy... "krem".
Jak ze wszystkim: warto zawsze zachować umiar.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Szkoła Turystyki Górskiej - książka on line!

Postprzez patrykxnowak » Pt, 9 sty 2015, 11:08

Dziękuję za udostepnienie tego fajnego poradnika. Przyda sie każdemu kto palnuej wybrac się w gory. :)
patrykxnowak
 
Posty: 1
Dołączył(a): Pt, 2 sty 2015, 14:27

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 16 mar 2015, 17:02

Otrzymałem takiego maila:
Szanowny Panie Zbigniewie,
Całkiem niedawno i trochę przypadkiem, bo przy okazji przegrzebywania zasobów internetu w poszukiwaniu informacji o bezpieczeństwie i udzielaniu pierwszej pomocy w górach (mam już takie skrzywienie, taki "syndrom sanitariusza", który karze mi "łatać" każdego spotkanego poszkodowanego, a co za tym idzie zdobywać jak najwięcej wiedzy na te temat żeby umieć pomóc) wpadła mi w ręce, a właściwie w oczy bo na ekranie komputera, Pańska książka. Choć pierwsze kroki po górskich szlakach mam już za sobą i obecnie należę do grona tych wędrujących powyżej granicy schonisk przczytałem ją z zaciekawieniem. Zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i postanowiłem podzielić się swoimi spostrzeżeniami.

Po pierwsze aktualność. Książka została napisana ponad 10 lat temu. W zakresie dostępności odzieży turystycznej i wyposażenia, od tamtej pory nastąpił znaczny postęp. Tkaniny sysntetyczne zostały znacznie udoskonalone i praktycznie wypierają te tradycyjne, naturalne. Zastosowanie nowocześniejszych surowców spowodowało że znacznemu odchudzeniu uległy plecaki, śpiwory, naczynia i inne turystyczne utensylia. Z jednej strony namnożyło się sklepów ze specjalistycznym "szpejem" z wyższej półki, ale z drugiej dzięki rozwojowi sieci hipermarketów sportowych i rozkwitowi swoistej "mody na aktywność" przeciętny początkujący góroczłap uzyskał dostęp do całkiem przyzwoitej jakościowo (oczywiście jak na jego potrzeby) i cenowo oferty ciuchów i akcesoriów. Sam z niej korzystałem na początku i w pewnym zakresie korzystam do tej pory stopniowo wymieniając niektóre zużywające się rzeczy na nieco lepsze, bardziej odpowiadające moim aktualnym potrzebom. Mimo całego tego postępu na szlakach wciąż jednak uparcie królują adidasy, trampki i sandały (obowiązkowo na skarpetki), jeansy i inna odzież miejska i oczywiście foliowe pelerynki przeciw-nie-wiem-co. Pół biedy gdyby były obecne tylko na tych łatwych poniżej schronisk, niestety wciąż dużo ich także "na górze". Jest to żywy dowód na to, że pomimo upływu dekady Pańska książka jest wciąż aktualna! Tylko nie wiem czy to akurat dobrze. Wolałbym czytać ją jako archiwalną ciekawostkę obserwując właściwie ubranych i świadomych turystów. Jeżeli jednak "jest jak jest" to uważam że "Szkoła..." powinna ukazać się znów drukiem zaktualizowana i uwspółcześniona bo wciąż jest zapotrzebowanie na takie pozycje.

Po drugie "graty". W mojej osobistej opinii w opisie wyposażenia na kilkudniowy wypad znalazło się kilka całkowicie zbędnych elementów a niektóre można dziś zastąpić innymi by zaoszczędzić miejsce i zmniejszyć wagę. I tak:
- mydło + szampon + płyn do prania - można skutecznie zastapić żelem pod prysznic. Z powodzeniem zastąpi mydło i szampon a i uprać ubranie się w nim da, wszak jest to środek do usuwania brudu, w dodatku dobrze się pieniący, dobrze wypłukujący i na tyle delikatny że nie uszkodzi tkanin oddychających.
- scyzoryk + nóż zębaty - wożenie dużego noża z zębami osobiście uważam za całkowicie niepotrzebne i wręcz niebezpieczne (trudno go zabezpieczyć a w przypadku przewrócenia się istnieje ryzyko że pod naskiem uszkodzi rzeczy w plecaku). Jeżeli potrzebujemy ostrza do krojenia całkowicie wystarczy nieco większy od scyzoryka nóż składany np. Opinel lub inny podobny o prostej i lekkiej konstrukcji.
- deska do krojenia - moim zdaniem przedmiot całkowicie zbędny. Do krojenia wystarczy pokrywka od menażki a jeżeli potrzebujemy czegoś wiekszego to zawsze daje się coś zorganizować. Przykładowo w MOKu w starym schronisku jadalnio-kuchnia ma na stanie sporo wyposażenia kuchennego z którego można swobodnie korzystać (oczywiście zmywając po sobie i odkładająć na miejsce ale każdy "obyty" to wie).
- sztućce - z mojego doświadczenia sama łyżeczka to za mało a wożenie całego kompletu sztućców to za dużo. Rozwiązaniem które stosuję jest mały składany na pół harcerski niezbędnik w jego nowszej odsłonie ze stali nierdzewnej złożony z łyżki i wdelca, nabyty w składnicy harcerskiej za "oszałamiające" 7zł. Złożony mieści się całkowcie w kubku wraz z małym zmywaczkiem i ściereczką do naczyń, a ten z kolei idealnie wchodzi do menażki :)

Po trzecie atmosfera "gleby". Miałem okazję nocować w przeróżnych schroniskach (nie tylko tatrzańskich) w pokojach sypialnych oraz na glebie. I muszę przyznać że pomimo oczywistej wygody jaką daje spanie na łóżku, gleba też ma swój specyficzny urok i wspominam te noclegi jako jedne z ciekawszych. Wynika to z charakterystycznej atmosfery jaka tworzy się w jadalni po opuszczeniu jej nie tylko przez "stonkę" ale także przez "łóżkowych". Pozostaje wówczas nieduża grupa osób - pasjonatów, zapaleńców, którym niestraszna podłoga byleby doświadczać gór. W tym krótkim czasie (do ciszy nocnej) wspólnego zagospodarowywania niewielkiej przestrzeni, którą będa dzielić przez najbliżesze kilka godzin, rozmawiają gdzie idą, wymieniają się uwagami, radami, żartują. Wstają bardzo wcześnie rano, w ciszy i skupieniu sprawnie zwijają legowiska, pakują plecaki, jedzą śniadanie przy którym wymieniają się ostatnimi uwagami. Jeszcze tylko życzenie sobie nwzajem powodzenia i każdy rusza w swoją drogę. Niby zupełnie obcy ludzie, ale kiedy gdzieś na górze dopada załamanie pogody to jakoś tak automatycznie myśli sie własnie o nich: gdzie są w tym momencie, czy uda im sie zejść. Kiedy wieczorem spotkają się w schronisku (tym samym lub innym) często przysiadają sie do siebie i wymieniają doświaczeniami. W takich sytuacjach można czasem spotkać bardzo ciekawych ludzi i naprawde przyjemnie spędzić czas, a także dowiedzieć się czegoś od bardziej doświadczonych górołazów.

I po czwarte cytat. Odnosząc się do cytatu z książki "Szajba górska ma wszelkie cechy choroby psychicznej" - zgadzam się w 100% :)

Reasumując, uważam książkę za bardzo cenny zbiór wiedzy dla początkujących, który w mojej opinii obecnie powinien zostać odświeżony, uaktualniony i wydany ponownie.


Pozdrawiam,
Bartłomiej Głodek

Ja już pewnie dla niektórych na zawsze zostanę... Zbigniewem :badgrin:
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez bartekG » Pn, 16 mar 2015, 18:20

No to mam "wejście" na forum :wink:
Za "Zbigniewa" najmocniej przepraszam. A co do meritum mojego maila to STG to solidna piguła wiedzy dla zaczynających.

A tak przy okazji:
Niedawno sie dowiedziałem że znajmo mojej koleżanki z pracy, zachłyśnięci zeszłorocznym sukcesem wejścia w stroju cepra Dreptaka na Giewont, postanowili w tym roku "wleźć na dach" czyli wdrapać sie na Rysy, co oczywiście skwitowałem dośc cierpkim komentarzem i poleciłem lekturę STG. Jesli im nie przejdzie to może chociaż lepiej się przygotują.
bartekG
 
Posty: 36
Dołączył(a): Pn, 16 mar 2015, 17:43

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 16 mar 2015, 18:45

Witamy Cię Serdecznie!
Z tym wznowienie STG po uaktualnieniu kwestii sprzętowych to jakaś myśl jest, aczkolwiek...
Tak pisałem tę książkę, by maksymalnie skupić się na potrzebnych funkcjach i cechach użytkowych sprzętu, a nie na aktualnie dostępnych materiałach czy technologiach.
Powiem tak: myślę o przepracowaniu tekstu STG i wydaniu drugim poprawionym i uzupełnionym.
Na pewno inaczej bym napisał całą część poświęconą butom...
Jest w każdym razie o czym... myśleć.

Kwestia "noża zębatego"...
Chyba nie do końca zrozumiałeś, o co mi chodziło? Jasne, że bez takiego noża można się obyć i bardzo często się bez niego obywam. Ja po prostu liczyłem na takie zrozumienie tekstu, że każdy ma prawo mieć swoje zakorzenione nawyki sprzętowe i jeśli nie są to jakieś super manie na pokaz, by innym pospadały kopary, czyli regularny "fajans", to wszystko da się jakoś pogodzić z rozsądkiem. Inaczej rzecz ujmując: w sprzęcie istotne są jedynie jego funkcje, a nie postacie!
Dla przykładu: mój nóż zębaty przewędrował w moim plecaku, luku kajakowym, sakwach rowerowych i pulkach jakieś pewnie niewyobrażalne dla nowicjuszy ilości kilometrów, pokroił przy okazji zapewne potężną masę chlebów i jakoś nigdy się nim nawet nie zadrasnąłem, choć nigdy nie nosiłem go w żadnej pochwie... Na pewno jednak nie będę nikogo jakoś szczególnie namawiał na akurat taki nóż do chleba. Podobnie jest ze sztućcami czy deską do krojenia. Bywa że kroję wszystko na deklu od menażki, albo wręcz "w powietrzu", ale wolę na leciwej a leciuteńkiej płytce rezoteksowej - no... taki mam nawyk. Można to nazwać kaprysem, albo jeszcze gorzej. Prawdę mówiąc... totto mi... lotto.
Książka swoje lata już ma, a po to stworzyliśmy to forum, by kwestie aktualne mieć gdzie uzupełniać. url=http://skibicki.pl/forum/viewtopic.php?f=15&t=305&hilit=sztu%C4%87ce]Warto zajrzeć![/url]
Gdybym dziś miał się pakować w stylu ulltralight, to pewnie bym wybrał:
[ img ]
To wszystko waży dokładnie 80 gramów, a z jeszcze skromniejszym scyzoryczkiem nawet 57...
I da się tym zrobić wszystko, o ile nie trzeba rąbać drzewa, czy pruć pancernych konserw.
Wszak nigdy mi nie chodziło o to, by ktokolwiek mnie naśladował co do stosowanego sprzętu, a co najwyżej naśladował... sposób myślenia o sprzęcie.
Mam nadzieję, że teraz to jest choć trochę bardziej jasne...

Natomiast co do "mydło-żel- środek do prania"...
Tu można się nadziać na poważny kłopot. Stanowczo odradzam na przykład pranie bielizny coolmaksowej, albo termicznej czy koszulek polarowych w "żelu pod prysznic".
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez bartekG » Śr, 18 mar 2015, 13:59

Rzeczywiście inaczej zrozumiałem opis noża zębatego. Czytając o nożu ok 20cm pomyslałem o takim z ostrzem długości 20cm :biggrin: Zdjęcie tłumaczy wszystko.
A odnośnie prania to zdarzało mi się prać odzież termoaktywną w żelu pod prysznic i nie mam złych doświadczeń, ale chętnie dowiem się czegoś więcej jeżeli są jakieś przeciwwskazania.

Zygmunt Skibicki napisał(a):Wszak nigdy mi nie chodziło o to, by ktokolwiek mnie naśladował co do stosowanego sprzętu, a co najwyżej naśladował... sposób myślenia o sprzęcie.

Ilu czytelników tyleż interpretacji tekstu :biggrin: I raczej trudno tego uniknąć. Książka zawiera przykładowe listy wyposażenia więc siłą rzeczy osoby nie posiadające doświadczenia się na nich wzorują. Naśladowanie jest jednym ze sposobów nauki :)
bartekG
 
Posty: 36
Dołączył(a): Pn, 16 mar 2015, 17:43

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 18 mar 2015, 14:09

Dobra, nie ma się co... "przepychać". Nie o tym nożu pisałem jako o zębaczu, ale przecież przez te 10 lat też się czegoś nauczyłem... chyba. W każdym razie na pewno jeszcze bardziej gramy z pleców... skrobię.
:biggrin:
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez bartekG » Pn, 30 mar 2015, 19:43

W STG przeczytać można: "Gdy po skończonej kolacji dopijaliśmy herbatę, schroniskowa radiostacja rozszczekała się licznymi głosami. Szukali kogoś na Gąsienicowej [...] Gdybyśmy byli w tamtych schroniskach pewnie zgłosilibyśmy akces do pomocy w akcji". Początkowo nie przywiązałem większej wagi do tego fragmentu ale jakoś utkwił mi w pamięci i "wypłynął" toteż chciałem zapytać jak to właściwie jest z tym zgłaszaniem się. Czy rzeczywiście istnieje taka możliwość? Tzn czy ratownicy zgodziliby się żeby osoba nie będąca ratownikiem i z ich punktu widzenia o niewiadomych umiejętnościach wzięła udział "na ochotnika" i np pomagała w poszukiwaniach?

Jestem całkiem nieźle jak na przeciętnego obywatela wyszkolony w udzielaniu pomocy przedmedycznej (szkolenia PCK itp) i niejednokrotnie już "łatałem" poszkodowanych w różnych wypadkach, po górach poruszam się też raczej sprawnie więc jeżeli "byłbym w tamtym schronisku" to tak już jestem "poskręcany" z pewnością chciałbym się w takiej sytuacji przydać i pomóc.
bartekG
 
Posty: 36
Dołączył(a): Pn, 16 mar 2015, 17:43

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 30 mar 2015, 23:25

STG została wydana 11 lat temu, a wzmiankowanie opowiadanie-relacja powstało jeszcze jakieś 10 lat wcześniej...
Z tamtych moich, dziś dość odległych czasowo doświadczeń wynika, że o ile była taka potrzeba, to wolontariat "cywilów" ograniczał się do działań stricte transportowych. Inna sprawa że czasem tego sprzętu trzeba było wytargać olbrzymią ilość. Teraz zapewne tego nie potrzebują, bo sprzęt nieporównywalnie lżejszy, a poza "śmigłem" są jeszcze quady, ale na przykład w "tyralierach" do sondowania lawinisk nadal widuje się głównie grupy ochotników każda pod komendą ratownika.
Natomiast co do bezpośrednich działań ratownictwa medycznego raczej się cywilów nie używa - tym bardziej do akcji bezpośrednio w ścianach... Nie mniej... o ile w określonej sytuacji taką potrzebę ktoś poczuje, to zawsze może zgłosić chęć pomocy. "Zawsze warto samemu na sobie sprawdzić, czy jest się jeszcze... człowiekiem"... jak mawiał pewien mądry facet...

Należy jednak dokładnie zdawać sobie sprawę, że "wchodząc" do takiej akcji natychmiast przyjmujemy bezwzględne oraz w pełnym zakresie posłuszeństwo prowadzącemu akcję lub osobie przez niego wskazanej i... nie ma, że boli!

A jak już rzeczywiście nastąpi nieodparty życiowy imperatyw niesienia pomocy potrzebującym w górach, to... warto zajrzeć!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez bartekG » So, 4 kwi 2015, 00:52

Czyli w pewnych sytuacjach przydać się czasem można, oczywiście na zasadach i w granicach określonych przez ratowników, tak aby pomóc a nie przeszkadzać. I o to mniej więcej mi chodziło.
Na GOPR już niestety trochę nie ten wiek.
Zygmunt Skibicki napisał(a):"Zawsze warto samemu na sobie sprawdzić, czy jest się jeszcze... człowiekiem"
To prawda.
bartekG
 
Posty: 36
Dołączył(a): Pn, 16 mar 2015, 17:43

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez kol32k » Wt, 2 cze 2015, 10:47

Minęło już trochę czasu, ale poradniki nadal aktualne;)
kol32k
 
Posty: 1
Dołączył(a): Śr, 27 maja 2015, 14:09

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 2 cze 2015, 11:11

kol32k napisał(a):Minęło już trochę czasu, ale poradniki nadal aktualne;)

Dzęki za dobre słowo.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez kwicekoskar » Wt, 7 lip 2015, 17:49

Fakt, poradnik jest całkiem spoko. Na pewno się przyda!
kwicekoskar
 
Posty: 2
Dołączył(a): Wt, 7 lip 2015, 17:17
Lokalizacja: Zakopane

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 7 lip 2015, 18:17

I tak powoli zbliżamy się do języka wyłącznie dwusylabicznego - warto zajrzeć tu!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Tygrysek » Pn, 10 sie 2015, 18:33

Nie jestem pewien skąd ta książka pojawiła się w mojej domowej biblioteczce a skoro nie pamiętam to znaczy że musiała leżeć tam od dawna, jednak dopiero parę dni temu zajrzałem do środka. Parę znajomych postaci poprosiło mnie niedawno o podzielenie się horolezeckimi umiejętnościami i pomyślałem że poza własną wiedzą mogę podarować im coś z zalegającej na szafkach literatury. Jako że nigdy wcześniej nie zaglądałem do Pana książki, przejrzałem ją przed podarowaniem komukolwiek i skłoniła mnie do podzielenia się opinią na tym forum.

Książka (jak wyraźnie zaznaczono w treści) jest rzeczywiście przeznaczona dla osób początkujących. Rady dotyczące doboru obuwia, odzieży czy plecaka nie są oczywiście do niczego potrzebne osobom które były już parę razy w górach i zdążyły przetestować to i owo. Są bardzo sensowne ale nie przestrzeganie wielu z nich wcale nie grozi niczym złym, przeciwnie - często inne pomysły okazują się bardzo efektywne.
Na przykład demonizowane w książce niskie buty sportowe to często znakomite rozwiązanie. Znaczna część mojej aktywności w Tatrach to wspinaczka w letnich warunkach, oczywiście do wspinaczki po drogach o rozsądnych trudnościach zakłada się buty wspinaczkowe. Do takich dróg trzeba jednak jakoś dojść i z nich zejść (co w butach wspinaczkowych byłoby abstrakcyjnie niewygodne), na te części wycieczek większość taterników wybiera albo (nomen omen) buty podejściowe albo (bardzo często) właśnie lekkie buty sportowe - "adidasy" czy też buty do biegania. Głównym kryterium wyboru takich butów (przy założeniu rozsądnej funkcjonalności - japonki się nie nadają) jest ich ciężar. Buty które spędzają w plecaku lub przypięte do uprzęży kluczową część wycieczki - wspinaczkę, muszą podczas niej możliwie jak najmniej przeszkadzać. Do tego dobrze jest jak są możliwie wygodne (dla odmiany po zazwyczaj niewygodnych butach wspinaczkowych). Buty do biegania znakomicie spełniają te kryteria. Sandały też świetnie sobie radzą o ile podejście jest wygodne albo nie ma go za dużo, pogoda jest dobra i powrót planowany przed zimną nocą. Oczywiście zgadzam się z tym że na dłuższe piesze wycieczki w trudnym terenie lepiej nadają się (ale wcale nie są konieczne) zabudowane buty na wibramowej podeszwie (przy braku śniegu preferuję niskie cholewki i miękkie podeszwy), jakkolwiek widok człowieka w sandałach na Orlej Perci wcale nie jest dla mnie zapowiedzią niechybnej tragedii (samemu zdarzało mi się schodzić w sandałach po wspinaczce na Zamarłej Turni szlakiem przez Kozią Przełęcz po drabinie, klamrach i łańcuchach).
Miałbym podobne uwagi dotyczące wielu innych tematów (choć nie czytałem książki w całości, przejrzałem ją raczej pobieżnie). Niektóre rady są też zupełnie nietrafione - np. ta o zabieraniu dużego termosa do napełnienia wieczorem herbatą na śniadanie w schronisku - w polskich Tatrach Wysokich nie ma sensu noszenie takiego niepotrzebnego balastu. W Dolinie Pięciu Stawów schronisko serwuje gorącą wodę 24 godziny na dobę (choć to prawda że nie było tak zawsze), w Dolinie Gąsienicowej jest Betlejemka a w Morskim Oku stare schronisko z kuchniami otwartymi przez całą noc. Wydawało mi się że widziałem też w książce informację o tym że schroniska przyjmują na glebę turystów którzy nie zarezerwowali wcześniej miejsc, to najczęściej nieprawda w Morskim Oku i Murowańcu (i nie było inaczej w czasach kiedy książka była wydawana).

Rzeczą która uderzyła mnie w książce i skłoniła do napisania tego komentarza jest straszny brak pokory autora (a wydawałoby się że tej właśnie cechy łatwo nabiera się wraz z doświadczeniami w wyższych i mniej okiełznanych okolicach). Wielokrotnie pojawiają się określenia typu "pajace" czy innego rodzaju mniej lub bardziej niegrzeczne wyrażanie nieprzychylnej opnii autora o turystach którzy mają inne od niego podejście do zdobywania szczytów i korzystają z innych metod.
Wydaje mi się że większość książki to bardzo sensowne rady, na pewno wartościowe dla wielu czytelników. Napisanie takiego tekstu i wydanie go własnym sumptem to na pewno niebanalna sprawa i więcej niż ja kiedykolwiek zrobiłem albo mam zamiar zrobić w tej dziedzinie. Jednak nawet gdyby autor miał zawsze rację (a nie ma) i był powszechnie znanym, szanowanym i niekwestionowanym autorytetem w swojej dziedzinie (a nie jest), nie uprawniałoby go to do obrażania innych osób. Polecam lekturę przewodników WH Paryskiego czy W Cywińskiego (którzy są powszechnie znanymi i niezwykle szanowanymi autorytetami w dziedzinie zwiedzania Tatr) - żadne z (nielicznych) nawiązań do masowego ruchu turystycznego z którymi spotkałem się u nich nie są pogardliwe czy obraźliwe. A gdyby się takie zdarzyły to też byłoby to z ich strony bardzo nieeleganckie.
Tygrysek
 

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 10 sie 2015, 18:53

Tygrysku, witam Cię serdecznie.
Zarejestruj się na forum, to pogadamy o konkretach. Także o domniemanych czy rzeczywistych brakach pokory.
Czekam dokładnie 24 godziny - do jutra do godziny 18-tej. Po takim terminie zwyczajowo usuwam wszystkich nie zarejestrowanych.
Czekam...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Tygrysek » Wt, 11 sie 2015, 05:45

Dziękuję.
Merytorycznie nie mam w zasadzie nic do dodania, mógłbym może lepiej sformułować powyższą myśl, spróbuję krótko:
Uderzyło mnie w tekście wrażenie cokolwiek aroganckiego przekonania autora o tym że prezentowane rozwiązania są jedynie słuszne a odstępstwa od nich źle świadczą o ich wykonawcach. Uderzyła mnie też łatwość w ocenianiu innych.
Nie wiem czy wywieranie takiego wrażenia jest Pana celowym i świadomym zabiegiem czy też nie, nie wiem też czy ktokolwiek poza mną w ten sam sposób odebrał tę lekturę.

Poza tym nie mam nic do dodania także mimo zaproszenia jednak powstrzymam się od zakładania konta. Ten i poprzedni post są skierowane wyłącznie do autora książki, jeśli usunie je Pan zaraz po przeczytaniu - nie mam nic przeciwko. Nie domagam się też żadnej odpowiedzi (jako anonimowy Tygrysek nie roszczę sobie praw do domagania się czegokolwiek), choć gdyby chciał Pan odpowiedzieć w tym miejscu, chętnie przeczytam.
Tygrysek
 

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 11 sie 2015, 08:23

Chciałeś odpowiedzi, to ją masz:
Tygrysek napisał(a):Uderzyło mnie w tekście wrażenie cokolwiek aroganckiego przekonania autora o tym że prezentowane rozwiązania są jedynie słuszne a odstępstwa od nich źle świadczą o ich wykonawcach. Uderzyła mnie też łatwość w ocenianiu innych.

Nie wiem, w co uderzyło oraz... czym?
Książka funkcjonuje na rynku już jedenasty rok. W rynek weszło kilka ładnych tysięcy egzemplarzy. Na spotkaniach autorskich oraz tu na forum zwracano mi uwagę na wiele miejsc, które należało by przeredagować, albo po prostu inaczej, jaśniej ująć, ale jesteś Tygrysku pierwszą osobą, która zgłasza akurat takie zastrzeżenia. W kilku miejscach książki wyraźnie zaznaczam nadrzędną myśl, która jest zbieżna z tym, co widnieje w podpisie pod każdym tu moim postem. Pod tym także.
Tygrysek napisał(a):...nie wiem też czy ktokolwiek poza mną w ten sam sposób odebrał tę lekturę.

Sam możesz to sprawdzić, ale to wymaga poczytania dość obszernych treści w prawie dwóch tysiącach istniejących tu wątków. Może jestem dziwakiem, ale tak zwanego hejtu nie usuwam, o ile nie jest chamski, wulgarny czy prostacki. I to także da się sprawdzić...

Wspominałeś wcześniej o Witoldzie Henryku Paryskim oraz Władysławie Cywińskim... Tak się składa, że wielokrotnie rozmawiałem z obydwoma i mam ogromny dla nich szacunek. Ich niedościgłe przewodniki wspinaczkowe, na podstawie których wielu wyrabia sobie opinię o autorach, są akurat w tej kwestii, o której wspominasz, bardzo mylące. Sugeruję zapoznać się z ich tekstami publicystycznymi oraz ze wspomnieniami tych, którzy zetknęli się z nimi osobiście - dość łatwo można je znaleźć, o ile się chce poświęcić na to sporo czasu.

Jedna, może istotna uwaga: każdy, nie tylko na szlaku musi zdawać sobie sprawę z tego, że w trakcie każdego pierwszego kontaktu, zwłaszcza gdy się dłuższy czas przebywa w pobliżu, albo którejś ze stron jest potrzebny kontakt werbalny, każdy zostaje oceniany natychmiast po... wszystkim: wyglądzie, ubiorze, zachowaniu, sposobie poruszania się, wyrażania swoich myśli itp... Tak już jest i... kropka. Oczywiście że nietaktownie jest o tym informować interlokutora, ale zapominanie o takiej prawidłowości podczas lektury publikacji powszechnej jest... hmmm... wstaw sobie tu według własnej wrażliwości stosowne słowo. W każdym razie te Twoje "sandały po wspinaczce na Zamarłej Turni" w tej formie oraz stworzonym przez Ciebie kontekście, gdyby szukać powodu do zaczepki, też można uznać za przejaw arogancji o ile nie bufonady... jajarskiej, jeśli cokolwiek Ci ten termin mówi.
Branie do siebie osobistych uwag z tekstu publikacji powszechnej to nie jest nic złego... moim zdaniem. Wszak świadczy to o normalnym ludzkim poczuciu krytycyzmu. W końcu po to się czyta poradniki, by coś we własnych poczynaniach poprawić... Natomiast pretensje do autora, że on takie refleksje wzbudził, to... przepraszam, ale... coś... chorego. Na co chorego? Nie wiem, ale wolę omijać.

Tygrysek napisał(a):widziałem też w książce informację o tym że schroniska przyjmują na glebę turystów którzy nie zarezerwowali wcześniej miejsc, to najczęściej nieprawda w Morskim Oku i Murowańcu (i nie było inaczej w czasach kiedy książka była wydawana).

A tutaj to po prostu... nie masz wiedzy o tym, o czym piszesz, lub najzwyczajniej kłamiesz... najdelikatniej to nazywając.

O dostępności wrzątków się nie będę spierał, bo akurat te kwestie w poszczególnych schroniskach tatrzańskich były w ostatnim dziesięcioleciu dość różne oraz... szybkozmienne. Niemniej... Betlejemka jako źródło wrzątku dla nowicjusza tatrzańskiego, który pierwsze noce spędza w Murowańcu, to już jawny i na pokaz fajans, bajer oraz żenujące z takiego człowieka... szyderstwo.

A to mnie zarzucasz arogancję...

P.S.: Szczerze polecam Taternictwo - Zygmunta Klemensiewicza, choć i do niego zapewne będziesz miał dużo pretensji.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Tygrysek » Wt, 11 sie 2015, 17:02

To z uderzaniem to taka przenośnia jest.

Wcale nie chciałem jakkolwiek powiedzieć że książka nie jest dobra ani umiejszać wartości sprzedanych tysięcy egzemplarzy. I niczego takiego nigdzie nie napisałem. Chciałem przekazać tylko tyle że nawet jeśli (co, jak sam piszesz jest naturalne) oceniamy ludzi po pierwszym rzucie oka, to (jak sam piszesz):
[quote]nietaktownie jest o tym informować interlokutora[/quote]
A jeszcze bardziej (moim skromnym zdaniem) nietaktownie jest na przykład ogłaszać w swojej publikacji że jeśli ktoś drepta latem w skorupach po Krupówkach to jest durnym pajacem (parafraza fragmentu książki). A co jeśli to jakiś niepozorny czarodziej który kupił przed chwilą w pozasezonowej promocji nowe butki, z radością przeparaduje w nich parę kroków po Krupówkach po to żeby je schować, wyjąć zimą i zdzierać raki na największych ekstremach Kazalnicy? A nawet jeśli to urlopowicz z Łodzi który kupił te buty z myślą o jutrzejszym ataku na Giewont to - fakt, słaby pomysł, ale też słabe uzasadnienie dla obrażania jego autora. Z resztą, któż z nas nie wpadał na podobnie słabe pomysły robiąc rzeczy o których nie ma zielonego pojęcia?

Nazywasz moje sandały przejawiem arogancji. Jest pewna istotna różnica pomiędzy moimi sandałami a Twoim nazywaniem kogoś pajacem, polega ona na tym że to pierwsze nie jest w żaden sposób wobec nikogo agresywne a drugie wyraźnie jest. Co więcej, jako autor poradnika jesteś wzorem naśladowanym przez wielu czytelników. To dobrze jeśli naśladują Cię w odpowiednim doborze butów ale bardzo niedobrze jeśli naśladują Cię też w agresywnej krytyce i atakach słownych na Bogu ducha winnych nosicieli sandałów na Zamarłej czy skorup na Krupówkach. To po prostu niegrzeczne.

Nie miałem nigdy okazji poznać takich legend jak Paryski czy Cywiński, niemniej jednak nawet gdybym miał okazję być świadkiem niegrzecznych z ich strony wobec mniej doświadczonych turystów zachowań to nie zmieniłoby to mojej opini ani w kwestii ogromu wiedzy, doświadczenia tych dwóch jednostek i ich autorytetu w swojej dziedzinie ani w kwestii niesłuszności braku grzeczności wobec mniej doświadczonych turystów.

Podpisu pod Twoimi postami nie widzę (może to kwestia przeglądarki), za to widzę go po kliknięciu na profil - słusznie, zgadzam się w pełni. Nie zgadzam się tylko z formą przekazu - zamiast "durny pajac" preferuję "te buty niezbyt się nadają do tych zastosowań".

Dzięki za poleconą lekturę, zajrzę w wolnym czasie.

Rzeczywiście, publikowanie porady kierującej turystów do Betlejemki po wrzątek to głupi pomysł, mea culpa, mam nadzieję że żaden się tam nie zacznie udawać po przeczytaniu tego postu. Zdecydowanie nie byłbym dobrym autorem dla szeroko dostępnych poradników dla początkujących, nie mam wątpliwości że Ty nadajesz się do tego lepiej ode mnie, co oczywiście nie oznacza że pojedycze uwagi z mojej strony, jak powyższa, nie mogą być słuszne. Do spania na podłodze w Morski Oku czy Murowańcu załoga tych schroniska zawsze w moim doświadczeniu aktywnie zniechęcała.
Tygrysek
 

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 11 sie 2015, 17:35

Tygrysek napisał(a):Do spania na podłodze w Morski Oku czy Murowańcu załoga tych schroniska zawsze w moim doświadczeniu aktywnie zniechęcała.

No widzisz... Różne mamy te doświadczenia. Bardzo różne... nawet.
Oczywiście, że nie było szans na podłogę, gdy były wolne łóżka, ale też nie spotkałem się z wypadkiem odmowy podłogi, gdy było już ciemno, a ktoś doszedł sponiewierany do jakiegokolwiek polskiego schroniska górskiego i poprosił o nocleg. Zupełnie nie pasuje mi fraza "załoga aktywnie zniechęcała"...
Sam sypiałem bywało, że nie tylko na, czy... pod ławą w jadalni, ale było i raz wprost na... schodach na Kondratowej.
Na moich oczach, gdzieś w połowie lat 90-tych Marysia Łapińska ułożyła kilkanaście sztuk maksymalnie sponiewieranej nastoletniej młodzieży w samych tylko kocach wokół gorącego komina na holu drugiego piętra głównego schroniska MOka, gdy pewnego lipcowego popołudnia zeszli spod Rysów w deszczu i śniegu. Oni pozasypiali, a na sznurkach wokół tego wielkiego komina suszyły się wszystkie ich ciuchy. Zapewne potem żadne z nich nie wpadło już więcej na pomysł obrazoburczego, ciągle od nowa przez kolejnych próbowanego, acz zwyczajnie głupiego pomysłu wycieczki na szczyty tatrzańskie w jeansach, t'shirtkach i szmacianych adidaskach - nauka dożylna bywa nad wyraz skuteczna.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez TakiJeden » Wt, 11 sie 2015, 20:15

Zda mi się, że ten "durny pajac" odnosiło się nie do każdego, kto łazi po Krupówkach w górskich buciorach -- bo np. właśnie zszedł z gór i idzie do domu -- tylko do takiego, co to tłucze się po mieście w wibramach dla szpanu, choć sam wyżej niż Ścieżka nad Reglami się nie wybiera.
TakiJeden
 
Posty: 1466
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 11 sie 2015, 20:40

TakiJeden napisał(a):Zda mi się, że ten "durny pajac" odnosiło się nie do każdego, kto łazi po Krupówkach w górskich buciorach -- bo np. właśnie zszedł z gór i idzie do domu -- tylko do takiego, co to tłucze się po mieście w wibramach dla szpanu, choć sam wyżej niż Ścieżka nad Reglami się nie wybiera.

No jasne, że akurat tak to tam jest napisane, a dokładnie: "Nie udzielałbym tak szczegółowych rad, gdybym na własne oczy nie widział durnia w upalnym sierpniu zamaszyście tłukącego nie dopiętymi skorupami o chodnik Krupówek. Z bajeranckim plecaczkiem na jednym ramieniu du(m/r)nie rozglądał się szukając podziwu w oczach przechodniów."
Ale Tygrysek sam wszak napisał, że książki nie przeczytał, a jedynie przejrzał i to pobieżnie:
Tygrysek napisał(a):...nie czytałem książki w całości, przejrzałem ją raczej pobieżnie...

A tak w ogóle to nie bardzo wie, skąd i kiedy się ona u niego wzięła...
Tygrysek napisał(a):Nie jestem pewien skąd ta książka pojawiła się w mojej domowej biblioteczce...

Jakoś trzeba było dać dobitnie do zrozumienia, że nabytek od początku był zupełnie przypadkowy, na pewno nie przemyślany, bo... nie przejrzany nawet po zakupie.
Zresztą... nie tylko mojej książki nie docenił... Kultowego wręcz "Taternictwa" Z.Klemensiewicza też nawet nie przeczytał. Pocieszające że obiecał to zrobić w wolnej chwili:
Tygrysek napisał(a):Dzięki za poleconą lekturę, zajrzę w wolnym czasie.

Rejestracji na forum nasz gość również odmówił, choć zapraszałem, bo by mu pewno uwłaczała...
Każdy ma prawo sam sobie określać skalę swojej... miary.

To miałbym się teraz dopytywać o szczegóły wynikające z lektury?
A niby... po co?
Celu wartego zachodu jakoś... nie dostrzegam.

Warto zachować poczucie humoru i dystans do... ego - może się jeszcze przydać... kiedyś, jak zelżeją aktualne, znojne upały. :biggrin:
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10919
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Po przeczytaniu Szkoły Turystyki Górskiej

Postprzez TakiJeden » Wt, 11 sie 2015, 21:19

NB. jak pamiętam Ścieżkę nad Reglami, to na wspólnym odcinku z zejściem z Giewontu przez Grzybowiec do Strążyskiej są dość masakryczne schodki. Na lekko, to pewnie chodziłbym tamtędy w dowolnym rozsądnym obuwiu, ale z kilkunastoma kg na grzbiecie zdecydowanie preferowałbym porządne górskie.
TakiJeden
 
Posty: 1466
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Góry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości