Kiedyś to się po górach chodziło ciekawiej i fajniej!

Takie, siakie i owakie - wszystkie kochamy!

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Kiedyś to się po górach chodziło ciekawiej i fajniej!

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 9 sty 2013, 00:13

Taką smętną refleksję "sprzedał" mi dziś mój, teraźniejszością zdegustowany, stary towarzysz górskich wyryp:
- Kiedyś to się po górach chodziło ciekawiej i fajniej!
Przytaknąłem, bo cóż innego miałem odpowiedzieć, gdy i mnie wq..ia tak wiele?

Ale... potem, już w domu przy wieczornej herbacie pomyślałem:
Fajnie było z pewnością, ale bo ja wiem, czy ciekawiej?
Inaczej, to pewne.
Nie było takich pierońskich komunikatorów, że jak ja to teraz napiszę i kliknę "Wyślij", to za dwie sekundy także moja znajoma z Australii na swoim ekranie będzie to mogła przeczytać i za kolejną chwilę ja będę mógł zobaczyć, co mi odpisała ona, i wcale nie szybciej dotrą do mnie uwagi sąsiada z sąsiedniej kamienicy...
Wtedy się na zamówioną rozmowę telefoniczną z Łodzi do Warszawy czekało dwie godziny w nerwach, czy w ogóle będzie połączenie?
A z Australią... doba zwykle było za mało! I to cały czas przy telefonie, choćby chleba w domu zabrakło! Bo, a nuż jak wyjdę po ten chleb, to akurat będzie połączenie?
Informacje o nieznanych "patentach", choćby na znany tylko z fotek z zachodnich gazet z EMPiK-u(*) pas biodrowy do plecaka, zdobyć można było tylko na szlakach, albo przy ogniskach palonych na przykład na Przełęczy Orłowicza czy przy goprówce pod Tarnicą, albo gdzieś "w spejsie" za Haliczem...

Dziś po szlakach snują się ludzie tak "wygooglowani", że... strach.
Inna sprawa, że ten internet tak dokładnie popieprzył niektórym z nich w głowach, że cholera wie: śmiać się czy płakać?

Czy dzisiaj jest gorzej...?
Eeee tam, zaraz gorzej...!
Kto by dziś chciał chodzić w "pionierkach" po górach pod brezentowym worem z kominem i juchtem obszywanym, spawanym stelażem, co pusty ważył prawie 5 kilogramów, a pełen... Matko Boska! A ja tuż przed maturą popłakałem się ze szczęścia, jak mi Ojciec dołożył kasy, bym go wreszcie mógł dla siebie zamówić w Nowym Targu. Przecież dziś samo takie wzruszenie to... obciach, nie? Zresztą, nigdy się nikomu do tego płaczu wcześniej nie przyznałem, a i teraz nagabywany wykręcę się, że to nieprawda, bo... zmyśliłem.
Ma ktoś może ochotę śmierdzieć pirydyną(**) jeszcze tydzień po powrocie z gór?
Gdzie znaleźć dziś miłośnika ówczesnej zupki z papierka z makaronem w gwiazdki, co to do jakiej takiej "zjadliwości" musiał się pyrkolić w menażce co najmniej piętnaście minut?
Albo na wpół mokrego, tygodniowego chleba kompletnie "zgranulowanego" pod plecakową klapą...?

Jest ale ani gorzej, mani lepiej.
Jest inaczej, ale z pewnością też ciekawie.
Panta rhei i... tyle.

(*) - eMPiK, bo tak się to wtedy pisało, to nic innego jak skrót od "Międzynarodowej Prasy i Książki"... jak by się ktoś pytał.
(**) - to pirydyna daje ten "upajający aromat" denaturatu.

A tak w ogóle to mi się jakoś zrobiło strasznie oldbojowsko i oldschoolowo...
Chyba czas byśmy się wszyscy siwizną pochyleni nad klawiaturami gdzieś w jakimś kątku forumowym zebrali i pogadali, jak to ongiś przy ognisku nad Terebowcem, Hylatym czy innym... zupełnie nieznanym z nazwy potokiem bywało, bo też mapy mieliśmy fatalnie... tajne! - smakował nam z tym pokruszonym chlebem... smalec matczynej czy żoninej roboty, co to się go tydzień w grubym szklanym słoiku zamykanym na blaszaną "sprężynkę" na samym dnie plecaka po górach nosiło, by raz na kilka dni odetchnąć od wszechpanującej wtedy konserwy z... Bóg wie czego, bo wszystkim noszonym w plecaku puszkom etykiety poodpadały już pierwszego deszczowego dnia?

Dobra, ja zacząłem, ale przecież podobnych mi wiekiem i stażem pod "garbami" jest tu pewno kilku...

Ale, ale...
Ciekawe jakie dziś wybajerzone, a za ileś tam lat strasznie formaliną zalatujące "atrakcje" będą wspominali dzisiejsi młodzi szlakobiegacze?
Przecież oni także kiedyś zostaną oldbojami... jak się wcześniej o coś w gruncie rzeczy gównowartego nie... pozabijają.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Kiedyś to się po górach chodziło ciekawiej i fajniej!

Postprzez Izachem » N, 10 lut 2013, 21:16

Mam 30 lat. Z wyprawami byłam za pan brat od dziecka- głównie dzięki rodzicom, którzy wykorzystywali wolne weekendy by pokazywać nam kraj. Wisła, szczyrk, Węgierska Górka- to poczatki, później z tatą Tatry. Moja starsza o 12 lat siostra też przyczyniła się do tego, że w podstawówce dużo zwiedzałam. Jako nauczycielka mogła organizowac wycieczki, na które siłą rzeczy się dopisywałam. Nie było to ekstremum ale pokazało, że na wyprawy wcale nie trzeba dużej kasy, a nocowanie w schroniskach ma niebywały urok.
Miałam 16 lat gdy pierwszy raz z koleżanką i dwoma kolegami pojechaliśmy na zimową wyprawę. Z plecakiem harcerskim (spadkiem po siostrze), skórzanych traperach, zwykłych jeansach pod którymi koniecznie musiałam mieć rajtuzy (mama przed wyjazdem dokłądnie sprawdziła :biggrin: ). Zaczeliśmy od Korbielowa-środek sezonu narciarskiego, brak wolnych miejsc a i schronisko nas nie chcialo przyjąć mimo aktualnej legitymacji PTTK. Od domu do domu, 2 h przechadzka. Już chłopcy siali wizję snu pod chmurką w ich ciepłych śpiworach... No ale poszczęściło się nam-tę noc przekimaliśmy na ciepłej kwaterze. Drugiego dnia z rana ruszyliśmy w drogę,z całym dobytkiem na plecach.Hala Miziowa,Pilsko, Rysianka, Wielka Rycerzowa... Było świetnie, choć skończyło się u mnie zapaleniem stawu kolanowego.
Ale do dziś to pamiętam, mimo iż minęło tyle lat.
Niby nic się nie zmieniło- nawet ekipa górska pozostała taka sama. Mamy lżejsze plecaki, mniejsze śpiwory, inne buty. Softshelle, polary, membrany. Ale wciąż tę samą radość po zdobyciu szczytu, i to samo wkurzenie gdy człowiek zmęczony nie widzi końca swej wędrówki. I nadal najlepiej smakuje herbata wypita na szlaku.

Może kiedyś było fajniej bo ludzie w schroniskach się szybciej integrowali (pamiętam spanie w 5stawach kiedy trzeba było pilnować miejsca na ziemi bo inny turysta chetnie by je przejął) ale przecież to dlatego, że ogólnie coraz bardziej się zamykamy.

Ps. Miło jest na szlaku kogoś spotkać, powiedzieć "cześć" czy "dzień dobry" i nie napotkać się ze zdziwionym spojrzeniem.
Izachem
 
Posty: 1
Dołączył(a): So, 19 sty 2013, 23:50

Re: Kiedyś to się po górach chodziło ciekawiej i fajniej!

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 10 lut 2013, 21:56

Fakt, to nadal cieszy... tak samo!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Kiedyś to się po górach chodziło ciekawiej i fajniej!

Postprzez Booby » Pt, 10 sty 2014, 11:32

Zgodzę się ze wszystkim co zostało tu napisane, ale obecnie też można bardzo fajnie spędzić czas w górach. Wystarczy tylko trochę kreatywności.
Booby
 
Posty: 15
Dołączył(a): Cz, 8 sie 2013, 14:51

Re: Kiedyś to się po górach chodziło ciekawiej i fajniej!

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 10 sty 2014, 12:36

Booby napisał(a):Wystarczy tylko trochę kreatywności.

No i chyba o to właśnie chodzi!
Ongiś, by było rewelacyjnie, wystarczył być - dziś dla skrawka tamtych wrażeń, musi się coś... dziać.
Stąd te wszystkie wygibasy miejscowych speców od turystyki: trzeba turystę atakować... aktywnie!
No to... ja wolę te góry, gdzie aktywny bywał... sam, a wszelkie atrakcje daje mi przyroda... sama. Wszystkim pośrednikom mówię: won!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Góry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości