Samotnie...?

Takie, siakie i owakie - wszystkie kochamy!

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Postprzez Wacek » Pn, 13 wrz 2010, 00:05

Ja od lat chdzę sam. I powiem szczerze: są z tego same korzyści. Jade gdzie chce, kiedy chce, na ile chce, w jaką pogodę chce, jak chciałbym się wycofać to nie mam presji. Poza tym wielokrotnie zdarzało się, że umawiałem się z kimś na wyjazd, planowałem, ustalałem a potem zostałem wystawiony do wiatru. Dziś jestem solistą z wyboru, świadom pewnych przywilejów i zagrożeń. Dla mnie same +. Ale inni sie boją, a jeszcze inni potempiają w czambół że "to niebezpieczne", "lekkomyślne", "niedojrzałe" etc. etc. Bo tylko ich pogląd jest "jedyny właściwy" - ot takie przyzwyczajenia z przeszłości. A co się nasłuchałem to moje. I mam ich w nosie. I nie będę nigdy i z nikim podejmował polemiki o tym, czy robie źle, czy dobrze. Bo to moja sprawa i nikogo nie narażam. Ot taki... świadomy wybór. Choć muszę przyznać, że z kilkoma osobami jak porozmawialem na żywo i spokojnie to zrozumiały mój punkt widzenia i przyznały mi w sporym % rację.

Pozdrawiam i życzę udanych wędrówek.
Wacek
 
Posty: 36
Dołączył(a): So, 14 sie 2010, 23:16
Lokalizacja: Śląsk

Postprzez radek83 » Pn, 13 wrz 2010, 18:06

W tym roku przeszedłem samotnie z Ustrzyk Górnych do Nowej Wsi koło Dukli i muszę przyznać, że był to mój najlepszy wyjazd w góry. Wcześniej miałem także kilka mniejszych samotnych wyjazdów lecz to nie było to o co mi chodziło. Ktoś kto nie wędrował sam po górach nawet nie ma do czego się odnieść. Jestem podobnego zdania co wacek, że każdy wybiera właściwą mu "ścieżkę". Dla każdego coś miłego. Niektórzy nawet chcieliby samemu połazić po górach ale nie umieją się przemóc. Zapewne napisano milion mądrych książek na ten temat.
Samotna wędrówka zmienia człowieka. Jeszcze nie wiem które cechy rozwija a które przytłumia ale faktem jest, że (przynajmniej ja) do wielu spraw zmieniłem nastawienie.
A co wam daje samotna wędrówka (jeżeli tak wędrujecie)

Mam prośbę. Czy można wydzielić tę część do innego tematu.
radek83
 
Posty: 239
Dołączył(a): Śr, 25 lut 2009, 10:28

Postprzez Wacek » Pn, 13 wrz 2010, 21:02

He.. :biggrin: Moim największym marzeniem jest samotne przejście Kungsleden w Szwecji. Może najpierw latem ale ideałem byłaby zima. ponad 400 km wędrówki. Jak mi się uda to się pochwalę:)
Pozdrawiam.
Wacek
 
Posty: 36
Dołączył(a): So, 14 sie 2010, 23:16
Lokalizacja: Śląsk

Postprzez TakiJeden » Wt, 14 wrz 2010, 12:13

Trudno mi się wypowiadać na temat samotnej wędrówki w górach wysokich (-> Tatry, Alpy etc.), z racji skąpego w tym względzie doświadczenia, tudzież w warunkach kompletnego odludzia (-> Kungsleden "Wacka"). Ale jeśli chodzi o gros gór w Polsce, to nie sądzę by było to bardziej nierozsądne niż samotna wycieczka do lasu czy w inny teren umiarkowanie odludny, zaś samotne wyjście w teren mocno uczęszczany wydaje mi się prawie tak samo bezpieczne jak w towarzystwie.
TakiJeden
 
Posty: 1466
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 14 wrz 2010, 18:31

TakiJeden napisał(a):...jeśli chodzi o gros gór w Polsce, to nie sądzę by było to bardziej nierozsądne niż samotna wycieczka do lasu czy w inny teren umiarkowanie odludny, zaś samotne wyjście w teren mocno uczęszczany wydaje mi się prawie tak samo bezpieczne jak w towarzystwie.

Od czasu powszechności telefonii komórkowej też tak myślę, ale z jednym warunkiem: bezwzględnie trzeba w każdym momencie wędrówki umieć precyzyjnie określić swoje położenie, a to wcale nie jest takie zupełnie proste. W każdym bądź razie nie każdy to zawsze potrafi.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Tomasz Adamski » Wt, 14 wrz 2010, 20:36

Co do samotnego łazikowania w górach wysokich to podobnie jak TJ niewiele mam do powiedzenia. Jeśli jednak brać pod uwagę ogólnie samotność nie tylko na szlaku, to nie uważam, aby było to wyjątkowo niebezpieczne pod warunkiem, że będziemy stosowali się do pewnych zasad (np. tych opisanych przez Zygmunta w STG). Ponad wszystko jednak myślę, że trzeba mieć baczenie na własne bezpieczeństwo. Dlatego odpowiednie wyposażenie sprzętowe, orientacja w terenie i kondycja mają ogromne znaczenie.

radek83 zadał jednak pytanie:
A co wam daje samotna wędrówka (jeżeli tak wędrujecie)


Mnie samotne przemierzanie górskich ścieżek pozwala lepiej przyglądnąć się otaczającej przyrodzie. Nikt mi nie przeszkadza, nie pogania ani nie wywiera żadnej presji nawet najmniejszej na przebieg dalszej wędrówki. Sam decyduję które szczegóły różnorodnego przecież świata chcę w danej chwili wyodrębnić i obserwować. Tylko ode mnie zależy decyzja jak dużo czasu spędzę w konkretnym miejscu, w konkretnej chwili. Poza tym idąc samotnie można łatwiej poukładać „swoje sprawy”. Więcej daje się myśleć, a czasem nawet wymyślić zarys kolejnej relacji z wycieczki. Nikt nie zajmuje mi umysłu tym, czy dobrze się czuje, w jakiej jest formie, czy potrzebuje zmniejszyć tempo, czy dobrze stawia kroki.
Oczywiście, że towarzyszy moich wędrówek nie traktuję jak intruzów, bo sam ich sobie świadomie dobieram i tak przygotowuję wycieczkę, aby każdy był z niej zadowolony. Czasem jednak po prostu potrzebuję połazić sam. I tyle.
Tomasz Adamski
 
Posty: 106
Dołączył(a): Pt, 11 wrz 2009, 17:08
Lokalizacja: Ruda Śląska

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 15 wrz 2010, 18:59

radek83 napisał(a):...co wam daje samotna wędrówka (jeżeli tak wędrujecie)

Zamiast odpowiedzi - http://skibicki.pl/08/index.php?option= ... 1&Itemid=5
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Marcin » Śr, 15 wrz 2010, 23:50

Takie do końca proste i oczywiste to nie jest.
Też mi się zdarza samemu, ale w przypadku zimy nie będę udawał, że czuję się wtedy bezpiecznie. Np. łamiemy po południu nogę, akurat nie ma zasięgu, ludzi też nie - do rana zamarzamy. Albo lecimy z niewielką lawiną, nawet nam się krzywda nie dzieje, ale nie ma nas kto odkopać. Rezultat analogiczny.
Co do gór wysokich, nie odważyłbym się na samotne łażenie po lodowcach (chociaż widziałem takich ludzi), jest to ewidentne kuszenie losu. Szczeliny czekają.
Marcin
 
Posty: 56
Dołączył(a): Pn, 14 maja 2007, 10:27

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 16 wrz 2010, 01:16

Marcin napisał(a):Takie do końca proste i oczywiste to nie jest.

A moim zdaniem w sprawach górskich nie należy niczego generalizować.
Jasne, że nie można jednoznacznie i bezwarunkowo opowiedzieć się za lub przeciw w tu dyskutowanej kwestii bez określenia konkretnych warunków "brzegowych".
Może zatem postawimy sprawę dokładniej: kiedy, gdzie i zachowując jakie warunki samotne wędrówki po górach mieszczą się w granicach zdrowego rozsądku?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Kamil » Cz, 16 wrz 2010, 12:36

Wy wciaz o tym?
Przeciez wiadomo, ze sa sytuacje, kiedy nie mozna samemu, nie wolno samemu, nie da rady samemu i mozna samemu, da rade samemu itd.
To jakies lanie wody.
Kamil
 
Posty: 97
Dołączył(a): Śr, 30 lip 2008, 15:38
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 16 wrz 2010, 12:55

Kamil napisał(a):Wy wciaz o tym?

A wciąż. I co z tego?
Są chętni do gadania akurat o tym, to sobie gadają.
Czy jest gdzieś zapisane z obowiązkiem przestrzegania i pod rygorem kary, że to akurat jest zabronione?
Kamil napisał(a):Przeciez wiadomo, ze sa sytuacje, kiedy nie mozna samemu, nie wolno samemu, nie da rady samemu i mozna samemu, da rade samemu itd.

Jednym wiadomo, innym nie za bardzo...
Jedni mają sztywne granice bezpieczeństwa, inni płynne, a jeszcze inni akurat chcieli by sobie wyrobić w tej kwestii własne zdanie, bo go jeszcze nie mają...
A poza tym czasem warto skonfrontować swoje własne wyróżniki: co stoi i na której granicy rozsądku?
Kamil napisał(a):To jakies lanie wody.

Ale przecież nikt nie ma obowiązku uczestniczyć w każdym dyngusie, nie?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez TakiJeden » Cz, 16 wrz 2010, 19:53

Marcin napisał(a):... nie będę udawał, że czuję się wtedy bezpiecznie. Np. łamiemy po południu nogę, akurat nie ma zasięgu, ludzi też nie - do rana zamarzamy. Albo lecimy z niewielką lawiną, nawet nam się krzywda nie dzieje, ale nie ma nas kto odkopać. Rezultat analogiczny...


Co do lawiny rzeczywiście trudno ją sobie wyobrazić poza górami, choć, podejrzewam, że poza obszarem Karpat i Sudetów w Polsce dałoby znaleźć się zbocze z którego w szczególnie złośliwych okolicznościach coś takiego mogłoby spełznąć. Zresztą przy pechu może spaść na łeb i z dachu szopy*. Ale wypadek uniemożliwiający dalszy marsz może zdarzyć się wszędzie. I nie wszędzie jest zasięg nawet na równinach. Więc ryzyko związane z samotną wędrówką w terenie w miarę odludnym jest zawsze i wszędzie. Moim zdaniem w większości gór w Polsce ryzyko to nie jest większe, niż "gdziekolwiek". Rzekłbym wręcz, że w górach (nie wszystkich, rzecz jasna) szanse na profesjonalny ratunek w razie jakiegoś nieszczęścia są większe niż w środku jakiegoś rozległego kompleksu leśnego na nizinach, w rodzaju np. Puszczy Augustowskiej albo Borów Tucholskich. W górach (tych bardziej uczęszczanych tylko, co prawda) przynajmniej jest GOPR...

-------------------
*Kiedyś w Ropiance (najniższa część Beskidu Niskiego) w czasie mocno śnieżnej zimy, gdy akurat przyszła odwilż musieliśmy w paru chłopa z dobrą godzinę ostro machać szpadlem, by po powrocie ze spaceru dostać się do domu, bo w międzyczasie lawina która spełzła z dachu kompletnie zasypała wejście. Na szczęście do komórki z narzędziami był dostęp. Gdyby wtedy jakiś gość czekał pod chałupą na mieszkańców aż, przyjdą i wpuszczą, i spadłoby to na niego efekt byłby jak przy prawdziwej lawinie, albo i gorszy...
TakiJeden
 
Posty: 1466
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Postprzez Marcin » Cz, 16 wrz 2010, 20:26

TakiJeden napisał(a):Ale wypadek uniemożliwiający dalszy marsz może zdarzyć się wszędzie. I nie wszędzie jest zasięg nawet na równinach. Więc ryzyko związane z samotną wędrówką w terenie w miarę odludnym jest zawsze i wszędzie. Moim zdaniem w większości gór w Polsce ryzyko to nie jest większe, niż "gdziekolwiek".

Ale ryzyko bywa mniejsze i większe. Miałem na myśli to większe związane nie tyle z typem terenu, co porą roku. O ile latem w polskich górach czy poza górami mogę sobie bez problemu wyobrazić przekiblowanie nocy czy dwóch ze złamaną nogą, to zimą trup jest wielce prawdopodobny.
Natomiast co do lodowców, to nikt mnie nie przekona, że samemu jest OK. Może i tak łażą ludzie, który miejscowy teren i układ szczelin znają jak własną kieszeń, ale i w takim przypadku bywa, że do czasu. Czasem tysiąc ludzi przelezie, a tysiąc pierwszy wpada. Ze szczeliną jest jak z lawiną, obie nie odróżniają ekspertów od laików.
Marcin
 
Posty: 56
Dołączył(a): Pn, 14 maja 2007, 10:27

Postprzez Wacek » Cz, 16 wrz 2010, 21:57

To jest właśnie to... Zawsze znajdzie się jakiś "mądry", który mnie nauczy, pouczy i wskaże "jedynie właściwą drogę". Ja jak bym czekał aż inni będą mieli "czas", "ochote", "pieniądze", "urlop", "odrosnie dziecko" albo "zakończy się okres" to nie wiedziałbym jak wygąda lodowiec. Bo siedziałbym w domu. Dobrze, że dorosłem do tego, aby nie poczuwać się do jakiegos irracjonalnego obowiązku wyjasniania komukolwiek dlaczego to robie. :lol: Ja to poprostu robie (zresztą od 10 lat) i tyle :biggrin: Życzę owocnej dyskusji.
Wacek
 
Posty: 36
Dołączył(a): So, 14 sie 2010, 23:16
Lokalizacja: Śląsk

Postprzez TakiJeden » Cz, 16 wrz 2010, 22:48

@ Marcin
O wędrówce po lodowcach się nie wypowiadam. Zresztą w Polsce prawdziwych lodowców nie ma a mikrolowczyki są tylko w Wysokich Tatrach.
Nb. o tym, że moja opinia nie dotyczy gór "od Tatr w górę" zastrzegałem się na samym początku. Co zaś się tyczy zagrożenia płynącego z warunków zimowych: jeśli przytrafi się wypadek uniemożliwiający dalszy marsz, to jest całkowicie obojętne czy to będzie w górach, czy na płaskim. Los ofiary takiego wypadku zależy od tego, czy uda się wezwać pomoc i jak szybko pomoc dotrze. W odludnym miejscu w rozległym kompleksie leśnym* na nizinach może być z szansą na szybki ratunek gorzej, niż w uczęszczanych górach z działającym GOPRem. Inaczej mówiąc z samotną wędrówką pewna doza ryzyka związana jest zawsze i wszędzie**. Ale sprawą istotną jest to, jaki poziom ryzyka można rozsądnie zaakceptować. Bo z drugiej strony, jeśli ktoś chce za wszelką cenę uniknąć każdego ryzyka, w ogóle nie powinien wstawać z łóżka...

-------
* Motto które figuruje pod moimi postami bierze się z głębokiego doświadczenia. Wiele razy idąc dochodziłem w końcu dokądś, ale bynajmniej nie tam, gdzie planowałem dojść wyruszając :wink:. Zimą też. Kiedyś w Puszczy Knyszyńskiej zdarzyło mi się (zimą, na nartach) wyjść na szosę Krynki-Białystok już dobrze po ciemku i z dobre 20 km na wschód od miejsca do którego zamierzałem dojść. A w ciągu 6h wędrówki jakichś ludzi (drwali) zdarzyło mi się spotkać bodaj raz. Było to w czasach, gdy o telefonach komórkowych nawet wróble nie ćwierkały. Więc wiem, co piszę.

** Ściślej: są dwa ryzyka: 1. że może dojść do wypadku, i 2. że pomoc nie nadejdzie w porę. Poza wysokimi górami, gdzie pierwsze ryzyko (zwłaszcza w zimowych warunkach) jest wyraźnie większe niż "gdzie indziej", myślę, że ten rodzaj słabo zależy od terenu, owszem, w górach to ryzyko jest pewnie trochę większe niż na płaskim, ale jak już pisałem, dla znakomitej większości terenów górskich w Polsce jest to różnica nieznaczna. Natomiast drugi rodzaj ryzyka jest silnie skorelowany z odludnością terenu. Dlatego w dzisiejszych, komórkowo stelefonizowanych czasach, bardziej bałbym się zimowego wypadku gdzieś w środku dużej puszczy, niż w takich np. Gorcach, lub Beskidzie Śląskim.
TakiJeden
 
Posty: 1466
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Postprzez panczo » Pt, 17 wrz 2010, 18:53

dochodziłem w końcu dokądś, ale bynajmniej nie tam, gdzie planowałem dojść wyruszając


Klasyka. Dla mnie to jedna ze składowych długich wypadów po płaskich, leśnych, odludnych i rozległych terenach (Puszcza Borecka, Augustowska, Białowieska), niezależnie od pory roku. A chyba najbardziej zgubne jest poczucie pewności że zna się teren. To już klops. Las się zmienia dość dynamicznie, bywają odcinki bliźniaczo do siebie podobne i można się nieźle nałazić żeby trafić tam gdzie trzeba.
panczo
 
Posty: 46
Dołączył(a): Cz, 1 lut 2007, 14:49

Postprzez Marcin » Pt, 17 wrz 2010, 20:15

TakiJeden napisał(a): Dlatego w dzisiejszych, komórkowo stelefonizowanych czasach, bardziej bałbym się zimowego wypadku gdzieś w środku dużej puszczy, niż w takich np. Gorcach, lub Beskidzie Śląskim.

Niby racja, ale warto zauważyć, że nawet w silnie stelefonizowanych Tatrach też można się znaleźć w rejonie, w którym zasięgu akurat nie ma. Wystarczy sobie zrobić kuku np. zimowym wieczorem w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i teleon możemy sobie za przeproszeniem wsadzić (nie wiem jak jest ostatnio, ponoć nadajnik mieli koło schroniska postawić). W dokładnie taki sposób bodajże pod koniec zeszłoego roku zamarzły tam dwie osoby.
Marcin
 
Posty: 56
Dołączył(a): Pn, 14 maja 2007, 10:27

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 17 wrz 2010, 23:13

Marcin napisał(a):...nawet w silnie stelefonizowanych Tatrach też można się znaleźć w rejonie, w którym zasięgu akurat nie ma. Wystarczy sobie zrobić kuku np. zimowym wieczorem w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i teleon możemy sobie za przeproszeniem wsadzić

Zasięg to jest, ale obecne, "wszystkomające" telefony są do dupy, a nie do telefonowania. Trzeba zabierać ze sobą starsze modele telefonów, te z wystającą anteną.
Marcin napisał(a):W dokładnie taki sposób bodajże pod koniec zeszłoego roku zamarzły tam dwie osoby.

Byłbym bardzo daleki od wyciągania wniosku, że to akurat brak zasięgu był w tamtym wypadku głównym winowajcą.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez radek83 » So, 18 wrz 2010, 17:10

Samotny (świadomy) wędrowiec liczy się z takimi rzeczami jak brak zasięgu sieci, nagłe załamanie pogody, itp. Samotne wędrowanie a tym bardziej w warunkach zimowych jest dla ludzi, którzy doskonale znają granice swojego organizmu a poza tym są bardzo dobrze przygotowani.
Pisząc o samotny wędrowcu mam na uwadze bardziej Beskidy bo Tatry to (przynajmniej mi) kojarzą się z innym typem wędrowania. Po prostu są bardzo duże różnice między tego typu górami. Co by nie mówić w porównaniu z Beskidami Tatry są malutkie. A ich obszar jest jeszcze przez TPN zawężany dla większości do znakowanych szlaków i kilku dróg. Także zagrożenia są inne. W Tatrach latem "wędrując" samotnie możemy się czuć jak w parku miejskim, a np. w Paśmie Bukowicy lub na Wysokim Dziale można nie spotkać nikogo przez cały dzień. Tak więc w mojej opinii tak naprawdę samotna, letnia wędrówka w Tatrach nie istnieje (no może jest parę miejsc gdzie na szlaku przez cały dzień nie spotkamy nikogo ale są to raczej szlaki typu beskidzkiego).
radek83
 
Posty: 239
Dołączył(a): Śr, 25 lut 2009, 10:28

Postprzez TakiJeden » So, 18 wrz 2010, 19:41

radek83 napisał(a):Pisząc o samotnym wędrowcu mam na uwadze bardziej Beskidy ...

Są Beskidy, i Beskidy. Generalnie na wschód od Białej Tarnowskiej (rzeka, płynie spod Lackowej [BN], do Dunajca wpada w Tarnowie-Mościcach), wyjąwszy część Wysokich Bieszczadów, jest mocno odludnie, a i do ewentualnego GOPRu zwykle też daleko, i, przynajmniej lokalnie, ryzyko związane z opóźnionym dotarciem pomocy będzie "puszczańskie". Podobnie rzecz wygląda w części Beskidu Wyspowego i Makowskiego, ale tam przynajmniej wioski są dość gęsto. Za to Beskid Sądecki, Gorce, a zwłaszcza Beskidy Śląski i Żywiecki, z gęstą siecią schronisk i stacji GOPR, będą pod względem tego aspektu ryzyka znacznie bezpieczniejsze.

radek83 napisał(a):Samotny (świadomy) wędrowiec liczy się z takimi rzeczami jak brak zasięgu sieci, nagłe załamanie pogody, itp. Samotne wędrowanie a tym bardziej w warunkach zimowych jest dla ludzi, którzy doskonale znają granice swojego organizmu a poza tym są bardzo dobrze przygotowani.


Liczyć się z czynnikami ryzyka trzeba, ale gdy już decydujemy się na wyprawę, to nawet doskonałe przygotowanie nie zapewni 100% bezpieczeństwa, a gdy do wypadku już dojdzie, to niewiele poradzić będziemy w stanie.

-----------
Przypominam: przy samotnej wędrówce mamy do czynienia z dwojakim ryzykiem (i pół...):
1o. że do wypadku może dojść, z tym jeszcze alternatywnym wariantem że 1. a. ofiara wypadku będzie natychmiast w stanie, jak to Lem pisał, nieodwracalnym..., i
2o. że ofiara, wypadek skądinąd przeżywszy, nie doczeka się pomocy w porę.
O ile wędrówka samotnie lub w towarzystwie nie ma wpływu na ryzyko z p. 1., które, zwłaszcza w fatalnym wariancie 1a. zależy przede wszystkim od warunków obiektywnych (i oczywiście tego, czy wędrowiec postępuje rozsądnie i nie kusi nadmiernie losu), o tyle towarzysz bywa zbawieniem w przypadku 2. A to zależy od tego, czy mamy możliwość wezwania pomocy, i czy ci, których możemy wezwać mają szansę dotrzeć do nas dostatecznie prędko. Jeśli takich możliwości nie ma, i pomoc trzeba improwizować, towarzysz będzie niezastąpiony.
Natomiast tam, gdzie teren jest "nasycony" GOPRem, czy nawet po prostu intensywnie uczęszczany, ryzyko związane z p. 2., czyli właśnie to, które wynika z wędrówki samopas, jest na tyle małe, że pod uwagę specjalnie brane być nie musi.
TakiJeden
 
Posty: 1466
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Postprzez radek83 » N, 19 wrz 2010, 17:35

TJ bodajże chyba ty już napisałeś, że samo wyjście na ulicę wiąże się z ryzykiem. Także na czasie grzybobranie samemu też nie różni się za bardzo od dajmy na to trasy w Beskidzie Niskim.
Zgodzę się z tobą że są Beskidy i Beskidy. A o ukraińskich Beskidach i reszcie Karpat nie wspomnę. Samotne wędrowanie ma to do siebie, że się liczy na swoje siły. Inna rzecz to się przeliczyć z tymi siłami. No ale nic tak nie buduje siły woli jak solidny kopniak w d... w górach (nie chodzi mi tu o sytuacje bardzo skrajne)
radek83
 
Posty: 239
Dołączył(a): Śr, 25 lut 2009, 10:28

Postprzez Tomasz Adamski » N, 19 wrz 2010, 19:03

radek83 napisał(a):(...) nic tak nie buduje siły woli jak solidny kopniak w d... w górach (nie chodzi mi tu o sytuacje bardzo skrajne)


Czy akurat siłę woli to nie wiem, ale na pewno pozwala nabierać doświadczeń. Chwała tym, którzy potrafią wyciągnąć odpowiednie wnioski z takiego kopniaka i stosować w kolejnych wyprawach. Gorzej jeśli ktoś mając za nic swe niewątpliwe czasem szczęście w przewadze głupoty, wraca w góry i popełnia te same błędy. Los w czasie wędrówki zwłaszcza samotnej bywa często mniej łaskawy niż przy pierwszym kopniaku i dostaje delikwent łupnia dużo bardziej bolesnego. Można jednak uniknąć trochę tych kopniaków słuchając rad bardziej doświadczonych łazików.

Co do telefonii komórkowej to myślę, że warto ten wynalazek mieć zawsze podczas wędrówki gdzieś w plecaku. Pamiętać tylko trzeba o kilku szczegółach użytkowania:
- naładowana bateria,
- wyłączony i zabezpieczony przed zamoknięciem (wyłączony na pewno dłużej wytrzyma w czasie kilkudniowej wycieczki),
- przed wyłączeniem deaktywuj blokadę PIN ( w lesie czy w górach nikt Ci wędrowcze nie wydzwoni ostatnich trzech złotych na koncie :smile:, a ratownik nie będzie musiał włamywać się do twojego telefonu w potrzebie)
- wpisz do pamięci ważne numery osób, które należy powiadomić w razie potrzeby poprzedzając ich nazwiska literami ICE.
Jeśli zasięgu akurat nie ma to może się zdarzyć, że będziemy mogli przemieścić się w miejsce gdzie nasz aparat znajdzie jednak zasięg. W przypadkach ekstremalnych nie należy tracić nadziei.
Tomasz Adamski
 
Posty: 106
Dołączył(a): Pt, 11 wrz 2009, 17:08
Lokalizacja: Ruda Śląska

Postprzez TakiJeden » N, 19 wrz 2010, 22:09

radek83 napisał(a):TJ bodajże chyba ty już napisałeś, że samo wyjście na ulicę wiąże się z ryzykiem.

Napisałem
radek83 napisał(a):Zgodzę się z tobą że są Beskidy i Beskidy. A o ukraińskich Beskidach i reszcie Karpat nie wspomnę.

W swoim czasie dużo chodziłem po Beskidach, również samotnie, również zimą, na nartach i bez, zarówno po ich wschodniej, dzikszej części, jak i tej zachodniej, bardziej cywilizowanej. Myślę, że warunki uprawiania turystyki w tej grupie górskiej znam dosyć dobrze, i wiem, o czym się wypowiadam.
radek83 napisał(a):Samotne wędrowanie ma to do siebie, że się liczy na swoje siły. Inna rzecz to się przeliczyć z tymi siłami. No ale nic tak nie buduje siły woli jak solidny kopniak w d... w górach (nie chodzi mi tu o sytuacje bardzo skrajne)

Wiesz co, ja po górach chodzę bez żadnej, ale to żadnej ideologii.
TakiJeden
 
Posty: 1466
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40


Powrót do Góry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

cron